Zanim operacja się rozpoczęła, niezbędne było sprawdzenie drogi dojazdu. Żołnierze wypatrywali głębokich tuneli, które występują wzdłuż drogi Highway-1 i nie tylko. Po dokładnym sprawdzeniu wejść do tuneli przez patrolujących, do szczegółowego badania terenu oraz eliminowania konkretnych zagrożeń przystąpiła grupa saperów. Uczestnicy operacji zwracali szczególną uwagę na wszystkie dziwnie lub niepokojąco wyglądające przedmioty, jak również na nienaturalne zachowania mieszkańców. Żołnierze sprawdzali przede wszystkim punkty powybuchowe, w których wcześniej miały miejsce ataki z użyciem IED (ang. Improvised Explosive Device – improwizowany ładunek wybuchowy). Wiuadomo, że w takich miejscach mogą być podkładane kolejne ładunki wybuchowe. Każda taka strefa to potencjalna zasadzka na siły koalicji.
Po dokładnym oczyszczeniu terenu dojazdu można było rozpocząć operację typu cordon & search, czyli otoczenia i sprawdzenia wytypowanej miejscowości. Pojazdy utworzyły kordon zewnętrzny i wewnętrzny, z zadaniem obserwacji wyznaczonego terenu oraz niedopuszczenia nikogo do wejścia lub wyjścia z wioski Nani Bazar. Po wykonaniu tych czynności, do akcji wkroczyli żołnierze z OMLT (ang. Operational Mentoring and Liaison Team – Zespół Doradczo-Szkoleniowo-Łącznikowy) i ANA (ang. Afghan National Army). Polscy żołnierze przede wszystkim obserwowali działanie afgańskich wojskowych podczas przeszukiwania gospodarstw domowych. Sprawdzano, czy nie ma tam schowanych materiałów wybuchowych, broni oraz czy nie ukrywają się osoby poszukiwane.
Operacja była typowym działaniem szkoleniowym i swego rodzaju egzaminem dla afgańskich żołnierzy, którzy samodzielnie przeprowadzali wszystkie czynności. Zespół z OMLT ograniczył się do oceny efektów przeprowadzonego wcześniej szkolenia. Rezultaty okazały się zadowalające, ponieważ nie było potrzeby udzielania jakichkolwiek uwag i wskazówek.